wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział I.

Na początku chciałybyśmy Wam bardzo bardzo podziękować za tak wspaniały początek!
Nie spodziewałyśmy się aż tak dobrego startu! :D
Nie przedłużając, oto rozdział pierwszy, troszkę krótki, ale pocieszeniem jest to, że dodajemy go w 
krótkim odstępie czasowym od prologu:D
Miłego czytania, prosimy o szczere opinie (:

+ Trzymajcie jutro kciuki za Lydie, którą czeka najtrudniejsza część z testów gimnazjalnych :) 

______________________________________________________

                Mieliście kiedyś tak, że obudziliście się i nie mieliście pojęcia gdzie jesteście? Niezbyt fajne uczucie, prawda? Ale po paru sekundach, wszystko wraca do normy. Przypominacie sobie, że dzień wcześniej spiliście się do nieprzytomności na imprezie, albo, że wieczorem przyjechaliście do babci w odwiedziny, albo, że nocujecie u koleżanki. Albo, że jesteście u siebie w pokoju, tylko nie ogarniacie życia. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. Dokładnie dwa tygodnie temu wstałam z łóżka i nie miałam pojęcia gdzie jestem, jak się nazywam... Nie miałam pojęcia o niczym, co w jakikolwiek sposób było związane z moim życiem.
                Teraz już wiem, że mam na imię Lynn, jutro skończę 26 lat, jestem gwiazdą rocka, mieszkam w wielkiej willi na obrzeżach Nowego Jorku, a za niedługo wyruszam wraz z moim sławnym zespołem w trasę po Azji.
                A przynajmniej chciałabym, żeby choć w połowie było tak kolorowo. Prawda jest taka, że jestem tylko śmieszną, szesnastoletnią dziewczynką z ADHD i dysleksją,w dodatku miezkającą w domu dziecka. Jedyny zespół z jakim mam coś wspólnego to zespół nadpobudliwości psychoruchowej, a moje szanse na wyjad poza granice Ameryki sprowadzają się do podróżowania palcem po mapie. Jestem beznadziejna we wszystkim co robię, zaczynając na sportach zespołowych, kończąc na obsłudze komputera. Nawet moje imię jest żałosne. Lynn. No kto to do cholery wymyślił?! Nie jestem mistrzem anagramów, ale sprawdziłam już to, i jeśli pozamienia się niektóre litery, inne odejmie, a inne doda, magicznym spobem wychodzi - frajerka. Kiedy po raz pierwszy dyrektorka domu dziecka tak się do mnie zwróciła miałam ochotę jej przywalić. W sumie mogłam, pewnie zrzuciliby wszystko na moje ADHD.
                Co śmieszniejsze - nie pamiętam nic ze swojego życia, przed tą felerną pobudką. Wszystkie historie opowiedziane mi przez psychologa, nauczycieli, dyrektorkę domu dziecka i Tony'ego brzmią obco. Mam wrażenie, że nie pasuję do tego świata, jakbym została tu wklejona z jakiegoś innego obrazka, wpasowana na siłę Nie pamiętam moich rodziców. Zero przebłysków jakieś sytuacji, żadnych ciepłych wspomnień. Nie pamiętam nawet ich głosów. Nie mam pojęcia kim są albo kim byli. Oprócz tego, że mają beznadziejny gust jeśli chodzi o nadawanie imion nie wiem o nich zupełnie nic.
                Podobno zawsze odstawałam od wszystkich. Tak przynajmniej twierdzi Tony, mój przyjaciel. Mogłabym znowu zarzucić jakimś tekstem, o tym ilu to ja nie mam przyjaciół, gdyby nie to, że znowu byłaby to próba oszukania samej siebie. Tony jest jedymym rówieśnikiem, który nie traktuje mnie jak dziwadła i rozmawia ze mną. Mówi, że przed moją utratą pamięci też byliśmy przyjaciółmi, ale tego również nie pamiętam. Jedną z niewielu rzeczy jakich udało mi się o nas dowiedzieć w ciągu tych dwóch tygodni jest to, że wyjątkowo się dobraliśmy i stanowimy parę największych szkolnych ofiar w historii tej szkoły. Dziwaczka bez pamięci i czarnoskóry kaleka, doprawdy drużyna marzeń.
                Pomimo tego, że moja pamięć została zresetowana (muszę przyznać, że coraz lepiej idzie mi nauka tego komputerowego słownictwa!), muszę żyć tak, jak żyłam przed jej utratą, nawet jeżeli jest to cholernie trudne, bo nie mam pojęcia jak to wyglądało. To tak jakby dostała rolę w filmie, w którym będę musiała grać przez całe życie. Po prostu opowiedzieli mi historię, kazali robić to co trzeba, a ja mam się dostosować. Dali scenariusz, a ja mam z niego nie zbaczać.
                Dziwnie było wrócić do szkoły, nie wiedząc jakie ma się kontakty z innymi. Dlatego, gdy Tony poinformował mnie, że dziewczyna, która nie dała mi odpisać zadania z angielskiego wylądowała kiedyś prze zemnie w szpitalu ze złamanym nosem, doszłam do wniosku, że poprzestanę na zadawaniu się z Tonym.
                Ale to chyba nie był najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę fakt, jak wyglądały moje urodziny. Zaczęły się dość niewinnie (a tak zaczyna się większość tragedii), a skończyły c o n a j m n i e j dziwnie. 



***
 

                - Gdzie chcesz iść? Jakieś życzenia specjalne? - spytał Tony, gdy wyszliśmy na szkolny dziedziniec, zaraz po zakończeniu lekcji.
                Wzruszyłam ramionami. Nie udało mi się zapoznać z okolicą na tyle, by zadecydować, w jakim miejscu chcę spędzić urodziny. Dyrektorka łaskawie odpuściła mi kolejną z codziennych wizyt u psychologa i lekarza, więc po raz pierwszy miałam cały dzień wolny.
                - Powiedzmy, że tym razem zdam się na twoją intuicję - powiedziałam w końcu.
                Chłopak zatrzymał się i zastanowił. 
              Razem z nami ze szkoły wyszła spora część uczniów. Teraz przelewali się przez dziedziniec w stronę schodów. Po raz milion trzynasty zostałam uraczona ich napastliwymi spojrzeniami, które zarezerwowane są tylko dla ludzi o wysokim stopniu upośledzenia umysłowego. Teraz byłam traktowana jak jedna z takich właśnie osób, wieść o mojej dziwnej amnezji rozeszła się chyba po całej Ameryce.
                A przynajmniej po całej szkole i po całym domu dziecka.
                - Znam takie fajne miejsce - zaczął Tony, po chwili milczenia - W lesie niedaleko, na pewno ci się spodoba.
                Spojrzałam na niego z wyraźnym powątpiewaniem. Nie wierzyłam, że będzie mu się chciało kuśtykać o kulach przez las. Chyba odczytał wyraz mojej twarzy, bo powiedział:
                -To naprawdę niedaleko, taki kawałek nie będzie większym problemem.
                Nie byłam do końca przekonana, ale się zgodziłam. Skierowaliśmy się za szkołę i ruszyliśmy wąską, polną ścieżką. Wokół wysoka trawa poruszała się leniwie pod delikatnymi podmuchami wiatru, który niósł ze sobą przyjemny zapach lata. W oddali drzewa rozmawiały ze sobą cichym szumem, a po niebie powol płynęły kłębiaste, śnieżnobiałe chmurki.
                Już po jutrze zakończenie roku szkolnego. Miałam przed sobą całe wakacje na przypomnienie sobie wszytkiego, a trzeba przyznać, że przez szesnaście lat mógł mi się uzbierać całkiem pokaźny bagaż wspomnień.
                Droga była przyjemna i rzeczywiście łatwa do pokonania. Szliśmy w milczeniu. Zastanawiałam się czemu wiatr muskający moją skórę jest taką nowością. Czułam się tak jakbym od lat nie była w lesie. Moje życie przed tą nieszczęsną utratą pamięci musiało być cholernie nudne skoro nawet spacer po lesie był dla mnie czymś nowym i ekscytującym.
                Po jakiś dziesięciu minutach doszliśmy do małego jeziorka na skraju lasu. Cały brzeg porośnięty był pałką wodną, a na tafli pływały lilie wodne. Na końcu niewielkiego, drewnianego pomostu rozłożony był kolorowy, kraciasty koc.
                Uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam w stronę Tony'ego, by mu podziękować. Jednak chłopak oglądał się teraz za siebie, nie poświęcając mi ani grama uwagi.
                - Halo, Tony?
                Spojrzał na mnie speszony.
                - Przepraszam, wydawało mi się, że... zresztą nie ważne - zbył temat machnięciem ręki - Wszystkiego najlepszego!
            Nie zwróciłam szczególnej uwagi na jego dziwne zachowanie. Odkąd pamiętam (panie i panowie, dwa tygodnie, czekam na zasłużone oklaski) tak właśnie się zachowywał - oglądał się za siebie, jakby ktoś miał go śledzić, wąchał powietrze niczym pies, w połowie ludzi widział krypto morderców. Czasem rozumiałam dlaczego ludzie mają go za dziwaka, ale nie potrafiłam wyobrazić sobie jak ja musiałam być szurnięta, skoro stanowiliśmy dwójkę przyjaciół. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy w takim momencie. Zamiast tego przytuliłam Tony'ego mocno i podziękowałam za niespodziankę.
                Rozsiedliśmy się wygodnie na kocu. Wystawiłam twarz na słońce, ciesząc się przyjemym ciepłem na mojej skórze i długo wyczekiwaną chwilą spokoju.
                Tony'emu w końcu udało się wyjąć z plecaka niewielkie zawiniątko, które jak się okzało była malutkim torcikiem ze świeczką. Odpalił knot, po czym jazgotem przypominajacym beczenie kozy, odśpiewał mi Sto lat.
                Zdmuchnęłam świeczkę, wcześniej wymawiając w myślach życzenie.
                Wszystko przebiegało spokojnie. Sielankowy nastrój, piękna pogoda i cudowna okolica. Zupełnie jak w tych wszystkich bajkach, które małe dzieci z naszego domu oglądają w telewizji na świetlicy. Ale jak głosi to słynne powiedzenie - nic nie trwa wiecznie, prawda?
                Więc gdy Tony odwrócił się nagle w stronę lasu, a w następnej chwili zepchnął mnie do jeziora, nie powinnam być specjalnie zdziwiona.
                - Co ty wyprawiasz?! - parsknęłam na niego, gdy w końcu udało mi się złapać desek i na stałe wystawić głowę na powierzchnię.
                -Nie wychodź spod pomostu - wyszeptał pospiesznie, wpychając mnie pod drewnianą konstrukcję.
                Sam jednym susem wskoczył w pałki wodne. Jak na kalekę, wyszło mu to całkiem nieźle.
Nie miałam przed sobą wielkiego wachlarza możliwości, więc zgodnie z prośbą Tony'ego zostałam w miejscu, choć wcale mi się to nie podobało. Nie przepadałam za wodą, a zabawa w chowanego w jeziorze nie należała do moich hobby. Po jakiejś minucie bezruchu moje ADHD zaczęło mocno dawać się we znaki, więc postanowiłam wyjść na brzeg.
                Jednak coś mnie zatrzymało. Konkretniej głośny ryk, który spłoszył chyba wszystkie ptaki, znajdujące się w promieniu dwóch kilometrów. Spojrzałam na Tony'ego. Siedział skulony, ledwo widoczny wśród pałek wodnych i uważnie wpatrywał się w wejście do lasu. Poszłam za jego przykładem i również skierowałam swój wzrok w tamtą stronę. I muszę zaznaczyć, że to chyba zajmie pierwsze miejsce na liście moich najgorszych wyborów życiowych.
                Zza drzew wybiegł... no właśnie. Można mi wierzyć lub też nie, ale to był potężny facet z głową byka. Tak. Był ogromny, jakieś dwa razy większy niż ja (a mimo, że nie należę do grona najwyższych, karłem też nie jestem), miał na sobie poobdzierane ubrania i łeb byka. Taki wielki i paskudny, ze złotą obręczą w nozdrzach.
                Jeszcze raz spojrzałam na Tony'ego. Tym razem chłopak patrzył w moją stronę i palcem na ustach pokazywał mi, żebym była cicho. Jakbym miała zamiar wrócić na pomost i urządzić huczne przyjęcie powitalne dla tego gościa.
                Potwór zatrzymał się w połowie drogi do naszego jeziorka. Uniósł pysk i zbadał powietrze węchem.
                Odruchowo zanurzyłam się głębiej w wodzie. 
                Człowiek-byk wydał z siebie ciche warknięcie i ruszył biegiem w stronę z której przyszliśmy. Po chwili znikł z pola mojego widzenia.
                - Szybko! - usłyszałam szept Tony'ego - Nie mamy dużo czasu!
                Podpłynęłam do brzegu i wyszłam na trawę.
                - Na co nie mamy czasu? - parsknęłam, odwracając się w jego stronę.
                A teraz uwaga. To był mój najgorszy wybór życiowy numer dwa.
                Tony ściągał z siebie spodnie.
                W momencie gdy miałam na niego nawrzeszczeć, że to nie jest najlepszy pomysł na urządzanie striptizu dla krów, bo wydaje mi się, że dla tego przemiłego pana, którego przed chwilą mieliśmy okazję spotkać, prezentujemy się równie apetycznie co świeża trawa, mój cały światopogląd legł w gruzach.
                Wcale nie miał chorych nóg, tak jak zawsze mówił. Jego nogi były po prostu... kozie. 1:0 dla Tony'ego.
                Wydałam z siebie dziwny dźwięk, coś pomiędzy piskiem a jęknięciem.
                - Później ci wszystko wytłumaczę - rzucił szybko i ruszył galopem w stronę lasu.
                Niewiele myśląc, pobiegłam za nim. Jeżeli miałam wybierać między biegiem za pół-kozą, który dotychczas sprawował się jako mój kupel, a spotkaniem z pół-bykiem, który z kolei nie zapowiadał się jako najlepszy kandydat na przyjaciółkę, moja decyzja byłą oczywista.
               - Tony - sapnęłam, z trudem nadążając za nim - Czemu jesteś kozą?
               - Wszystko ci wytłumaczymy w obozie, teraz biegnij.
               Chwila. Jacy my i jaki obóz?
               - Przecież biegnę - mruknęłam zamiast tego.
                Skręciliśmy w wąską ścieżkę i zaczęliśmy wspinaczkę pod górę. Po chwili wybiegliśmy na asfaltową drogę, którą pokonaliśmy dwoma susami by znowu zasuwać w górę jakiegoś wzgórza.
Nagle zobaczyłam jakiś błysk. Pień potężnej sosny obwiązany był jakimś złotym materiałem. Podświadomie czułam, że to cel naszego biegu. Gdy Tony wyminął tą sosnę, znikł. Tak właśnie, po prostu znikł. Stanęłam jak wryta. Naprawdę miałam dość wrażeń jak na jeden dzień. A jedyna osoba, która wszystko mogła mi wytłumaczyć, rozpłynęła się w powietrzu. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie przypadkiem wina złotego materiału. Z tej odległości, przypominał wełnę. Jednak nie miałam czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać, bo w oddali usłyszałam ryk wcześniej spotkanego potwora. Chyba się zorientował, że jego obiad właśnie uciekł mu z talerza. Znowu, nie mając wyboru, ruszyłam w kierunku w którym znikł Tony. Nie miałam jednak na tyle szczęścia, żeby dotrzeć tam w jednym kawałku. W połowie drogi, stopa wsunęła mi się w niewielką szczelinę. Wyrżnęłam orła, czując jak moja kostka wydaje z siebie ciche trzask. Byłam pewna, że to ona, a nie jakaś gałązka, bo ból który po chwili zapłonął w mojej stopie na pewno należał do mnie. Jęcząc i z trudem powstrzymując łzy, wyciągnęłam powoli puchnącą kończynę ze szczeliny i podczołgałam się do sosny. Poczułam się, jakbym przechodziła przez wodospad. Gdy uczucie minęło, odważyłam się podnieść głowę. 
                2:0 dla Tony'ego.


______________________________

Pamiętajcie, że każdy komentarz to jedna puszka dla głodujących satyrów!
Nie bądźcie obojętni!

24 komentarze:

  1. Boskie, boskie, boskie <3
    Kocham Was, dziewczyny.
    Początek łudząco podobny do początku Percy'ego, chodzi mi o minotaura i utratę pamięci (tu akurat z Olimpijskich Herosów xD).
    Te wasze rozdziały dają mi niesamowitą wenę, naprawdę, możecie być z siebie dumne, bo u mnie krucho z inspiracjami ;>
    Znalazłam tylko jeden błąd (oprócz przecinków) - pojutrze napisałaś oddzielnie. Poza tym wszystko okej.
    Oczywiście, że będę trzymać kciuki za Lydię, w końcu to moja rodzina xD
    Dobra, kończę. Piszcie mi szybko nowy rozdział, proszę! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne <333
    Na serio trochę podobne do Percy'ego,ale mi to nie przeszkadza ;333
    Zniecierpliwiona czekam na następny rozdział! Szybko, błagam ;**
    PS Trzymam kciuki,będzie dobrze ;) //Ms.Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale piszecie. Historia wciąga i już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.Dodajcie jak najszybciej!
    Życzę dużo weny! ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacja :D Nie czytałem tak dobrego ff o Percy'm od października. Dopiero się zaczyna, ale zapowiada się niezłe odpowiadanie. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie nie czułam różnicy między wami, a Rickiem Riordanem. Wciągające :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet mi się podoba ;) fajnie, fajnie
    ale mam jedno zastrzeżenie: zarysujcie lepiej charakter Lynn ok? Tak charakter i wygląd, bo na razie to tylko akcja i akcja.
    No wiec liczę na was ;)
    -Narcissa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko będzie w swoim czasie, spokojnie :D

      Usuń
  7. Tsh,zostanę dokarmiaczem satyrów ;-;
    A ff epickie,tylko szkoda że tak mało(Nawet jak jest z 10 rozdziałów to marudzę że mało,nie przejmuj się xD)

    OdpowiedzUsuń
  8. OEMDŻI *__* To jest nieziemskie ! Dalej, ja chcę kolejny rozdział ! *__* :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na dłuższe rozdziały :3 . Mam nadzieję, że Lynn nie pozna Nica, bo on jest mój ;_;
    Trzymam kciuki c: .
    Patt .

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny naprawdę szacun.Tak dobrego ff nie widziałam od dłuższego czasu!Zainspirowałyście mnie.Może niedługo sama zacznę coś takiego pisać.Co do Lynn.Opiszcie ją pliss.Nie mam zielonego pojęcia jak ją sobie wyobrazić.Powiedz Lydii,żeby jak najszybciej napisała jak jej poszły egzaminy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeden z najlepszych ff jakie w życiu czytałam.. serio. Macie talent. :DD Już nie mogę sie doczekać następnych rozdziałów ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mogę się doczekac kolejnego rozdziału ^^ Boskie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam do was kilka spraw, mianowicie:
    1.Czcionkę powiększcie!
    2.Macie talent, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    3.Dobry pomysł z tymi głodującymi satyrami :3
    4.Trafiacie na listę Świstoklików na moim blogu:
    http://hogwarts-new-generation.blogspot.com
    5.Uwielbiam ten blog *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. Super, super i jeszcze raz super. CHCĘ KOLEJNE JAK NAJSZYBCIEJ ! <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyny to znowu ja.Jak mówiłam,że mnie zainspirowałyście,więc zaczęłam sama pisać ff.Chciałybyście go ocenić?Tu macie linka.Napiszcie w komentarzu pod prologiem jak wam to się widzi.Jeśli nie napiszecie to trudno,ale jak tak to będzie super.http://staart-over.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. genialne, rewelacyjne, zajebiste - nie wiem co jeszcze powiedzieć. ;d UWIELBIAM WAS. <3 świetnie piszecie, tak lekko i przyjemnie się to czyta. nie jest to też taki wymyślny język, tylko taki którym posługują się nastolatkowie w prawdziwym świecie (1:0 dla Tony'ego, itp.) JESTEŚCIE ŚWIETNE. <3 życzę dużo weny i lecę nadrabiać. <3

    ~serioous

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialne opowiadania piszecie. Oby tak dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Spoko, bardzo mi się podoba, ale za bardzo zgapilas od Riordana. Poza tym-świetnie

    OdpowiedzUsuń
  19. Przekazaj moją puszkę dla Trenera Heage

    OdpowiedzUsuń

każdy komentarz to jedna puszka dla biednych małych satyrów :c
dziękujemy za wsparcie!